Krótka rzecz o profanacji na przykładzie Jacka Kaczmarskiego
Jacek Kaczmarski w świadomości wielu miłośników jego poezji i muzyki jest spiżowym pomnikiem, którego nikomu nie wolno naruszyć; wyidealizowanym nadczłowiekiem, którego twórczość jest przejawem zupełnego geniuszu, a jeśli ktokolwiek zdecyduje się zaśpiewać jego piosenki po swojemu i przedstawić szerokiemu audytorium, nazywa się go profanem. Tak, bo to istne szarganie świętości…
Zupełnie nie zgadzam się z takim podejściem do twórczości Kaczmarskiego.
Nie odmawiam mu talentu poetyckiego, wokalnego, muzycznego… w ogóle niczego mu nie odmawiam. Ale stwierdzić trzeba jasno – nie ma w muzyce takich pomników, które wykonane przez innego artystę w sposób poważny (!) i z poszanowaniem pierwowzoru (!) byłyby profanacją. Po prostu nie ma.
Profanować można ludzkie przekonania i wiarę, można bezcześcić jego duchowe symbole albo wartości. Ale żeby zbezcześcić poezję, to po pierwsze, musi być ona na tyle szanowana, żeby było jaki pomnik burzyć, a sama jej wtórna interpretacja musi być prześmiewcza lub obraźliwa. W przypadku artystów, którzy próbowali po swojemu spojrzeć na utwory Kaczmarskiego, nie spotkałem się z takimi wypadkami. Próbował Habakuk, próbowały Strachy na Lachy… I dobrze, że próbowali – to znaczy, że muzyka i poezja barda dalej żyje i jest popularna. Nie ustosunkowali się do pierwowzoru obraźliwie ani szyderczo, więc nie widzę tu zupełnie profanacji. A poza tym, żeby coś sprofanować, to najpierw musi się to znajdować w sferze sacrum, do której Kaczmarskiemu jednak daleko.
Ja sam nie przepadałem za Kaczmarskim ze względu na jego nieciekawe aranżacje, które zwyczajnie do mnie nie trafiały. ‘Murów’ zacząłem słuchać dopiero za sprawą Jarre’a, który grał koncert w Stoczni Gdańskiej i wykonał kultową piosenkę we własnej, przestrzennej, nowoczesnej aranżacji. To była moc, która posępnej mruczance dała emocjonalnego kopniaka, który mnie porwał. Bo kiedy tak hymniczna piosenka jest wyśpiewywana cichym głosem przy pobrzdękującej gitarze, to nie porywa mnie tak bardzo, jak monumentalne brzmienia mistrza elektroniki…
Kiedy z kolei najbardziej chyba znana polska formacja grająca reggae, Habakuk, nagrała album z własnymi aranżacjami piosenek Jacka Kaczmarskiego od razu wpadłem jak śliwka w kompot. A to za sprawą magicznych brzmień tej kapeli, które trafiają w moje muzyczne preferencje bardziej niż bard grający na gitarze solo. Strachy na Lachu również zajęły się odświeżeniem utworów Kaczmarskiego na niedawno wypuszczonym albumie ‘Autor’. O ile mi nie przypadł on do gustu, to wiem o co najmniej jednej osobie, której ta płyta przybliżyła J.K. bardziej niż dziesiątki jego autorskich dokonań.
Jeśli jakiś artysta wykonuje piosenki Kaczmarskiego na nowo to nie profanuje jego twórczości, a jedynie oddaje jej pewien artystyczny hołd i wyrazy uznania. Świadczy to tylko o tym, że poezja i muzyka Jacka jest dalej żywa i potrzebna. Nawet po jego śmierci. To dopiero jest pomnik, który poeta i bard Solidarności sobie wybudował – kolejne pokolenia powtarzające wersety jego pieśni.
1. Mury nie są piosenką JK. Autorem muzyki (do aranżacji gitarowej) i słów oryginału (Kataloński) jest Louis Llach. JK napisał słowa polskiej wersji, niedosłowne tłumaczenie.
2. Czy słuchałeś oryginalnych aranżacji na gitarę czy na gitarę i fortepian? Bo część z hymnów w wykonaniu Tria (Kaczmarski, Gintrowski, Łapiński) jest znacznie mocniejsza. “Arrasy wawelskie” na fortepian biję znacznie wszystkie inne wersje.
3. Twórczość JK zakwalifikowałbym do gatunku kultury wysokiej, większość z jego piosenek mocno wyrasta poza łatkę barda Solidarności. IMHO – głównie ze względów historycznych – JK przynależy do sfery sacrum. Co jego twórczości bynajmniej nie służy – vide ustawiczne przypinanie spłycającej łatki “barda Solidarności”.
4. Do mnie nowe aranżacje nie trafiają, są zbyt mało dyskretne, nieintymne. Gubi się gdzieś moja ulubiona magia piosenki poetyckiej. Mam też wrażenie, że nowa oprawa muzyczna przykrywa tekst, słowa są tutaj pretekstowe. Nie nazwałbym jednak takiego wykonania “profanacją”, ot zwykła próba dotarcia z JK do innych ludzi. Mi ona nie odpowiada, bo masowość utrudnia mi odbiór tekstu.
5. Ciekawi mnie skąd się biorą głosy o profanacji. Moi kumple – Kaczmarofile o tych inicjatywach wypowiadają się życzliwie. Wydaje mi się, że na ortodoksyjnym forum JK (kaczmarski.art.pl) też specjalnych gromów nie było.
Ezechiel
grudzień 26, 2007 at 3:14 am
Co do prymatu Habakuka w okolicach regowych polemizowałbym, może tak jest w Twoim otoczeniu.
I światecznie: Tyle dobrze że na Twoim chyba już 666óstym blogu zrezygnowałeś z niepoprawnej formy “urodzonę dziecię w bloku wschodniego upadku blablacyjnego”
borejko
grudzień 26, 2007 at 9:50 am
którą jednak zastapiłeś quasidziennikarstwem…
borejko
grudzień 26, 2007 at 9:51 am
Co sobie tam wpiszę, to raczej moja sprawa, ale miło Borejko, że zaglądasz.
@Ezechiel
Wiem, że piosenki Kaczmarskiego wyrastają poza łatkę barda Solidarności. Słuchałem sporo jego piosenek, choć tytułami nie potrafię rzucać dlatego, że szybko odsunąłem od siebie tą muzykę ze względu na niepasującą mi formę.
Czy Kaczmarski jest kulturą wysoką – tutaj należałoby się spierać o definicję kultury wysokiej. Ja najbliższy jestem twierdzeniu, że kultura wysoka to ta, do której tworzenia i odbioru potrzeba specjalnego wykształcenia. Gdyby tak do tego podchodzić, to część twórczości J.K. na pewno się mieści, ale czy całość? Nie wiem, ale nie mam pewności.
Natomiast na 100% Kaczmarski nie należy dla mnie do sacrum.
Głosy o profanacji pochodzą z mojego otoczenia głównie i sieciowych wypowiedzi, do których docierałem poszukując wypowiedzi nt. płyty Habakuka.
Jarek
grudzień 26, 2007 at 11:31 am
Becks – ja się Ciebie pytam czy słuchałeś wersji z fortepianem czy bez? ;-)
Bo trudno mi uwierzyć, że reaggowa “Antylitania na czasy przejściowe” brzmi dla Ciebie mocniej niż wersja na dwie gitary i fortepian.
O definicji sacrum i kultury wysokiej pogadamy innym razem.
Odnośnie “profanacji” – wszędzie znajdą się fanboye, walczący o czystość rasową ,uzyki swojego guru. Większa część moich kaczmarowych znajomych z tego wyrosła, nowe aranżacje są dla nich zwyczajnie “nieudane”, nie zaś od razu “profanacje”.
Ezechiel
grudzień 26, 2007 at 5:55 pm
Stąd można moją wypowiedź osadzić w pewnym szerszym kontekście, ale ja zrobiłem to na przykładzie Kaczmarskiego.
Słyszałem kiedyś nagrania na gitarę i fortepian, ale chyba nie było wśród nich ‘Murów’. Jeśli mnie pamięć nie myli, były na żywo.
“Antylitania…” jest akurat przez Habakuka wykonana nieco mniej dynamicznie, ale bardzo fajnie. Nie tylko o dynamikę chodzi, ale i o instrumentarium i ogólną konwencję muzyczną – transową z rozwiniętą linią basu.
Cieszę się, że chociaż Ty masz zdrowe podejście do Kaczmarskiego ;)
Jarek
grudzień 26, 2007 at 6:17 pm
Ogólne wrażenie po przeczytaniu tego artykułu przedstawia się u mnie następująco – Ot, młodzian, co poezji Jacka nie lubi, a nawet lubić nie ma prawa, bo aby ją docenić musiałby ją rozumieć, napisał co mu na sercu leżało. Zraziło go bowiem, że ludzie nie zaakceptowali utworów Mistrza w wersji jego ulubionej grupy i czepiając się nie w pełni poprawnie użytego przez nich słowa “profanacja” skupia się na wytykaniu im błędu ustawicznie powtarzając kilka podobnych fraz.
Teraz przejdźmy do detali:
Nigdy nie spotkałem się z takim wyidealizowaniem Kaczmarskiego o jakim piszesz, a wręcz przeciwnie. Uważam, że ludzie jeszcze do niego nie dorośli i dopiero za jakieś 50 lat okrzykną go większym od Mickiweicza. To jednak moja opinia, a że na poezji się trochę znam bo skrobię sobie w domowym zaciszu od wielu lat to swoje trzy grosze dorzucam.
Jako człowiek inteligentny i znający się na rzeczy (za jakiego chcesz uchodzić, jak mniemam, biorąc pod uwagę, że piszesz z pozycji mentora mówiącego co dobre, co złe) powinieneś wiedzieć, że słowo “profanacja” nie znaczyło w ustach krytyków, że uważają iż Kaczmarski był Bogiem, a tym którzy tkną jego poezje należy się piekło. Ludzie Ci po prostu tak jak i ja nie mogli wyjść z podziwu, że zarówno Habakuk jak i Strachy z tak cudownych piosenek zrobili tak prymitywne i dziecinne kawałki dla człowieka pozbawionego smaku. Kaczmarski tworzył sztukę elitarną. Choć może była dość przystępna to jej siła bazowała na kunszcie oraz zawartych w niej prawdach i naukach. Nieraz był niczym Stańczyk, co w zabawny sposób ośmiesza władzę (najlepszy przykład, “z chłopa król”), innym razem poważny. Nie robił tego dla zysku, ani sławy. Miał dość pieniędzy by się utrzymać, a i o małostkowość bym go nie posądzał. Jego pezja to nie jest coś z czego można robić komercję. Pomnik, mówisz i dowód na jego ciągły byt we współczesnej świadomości? Piękne to, rzeczywiście, lecz czy Słowacki, lub Witkacy cieszyliby się gdyby im Ich Troje napisało pochwalną pieśń? Albo gdyby ich popiersia wyrzeźbiono z różowego plastiku?
Skarga
luty 22, 2008 at 11:37 pm
“Ja sam nie przepadałem za Kaczmarskim ze względu na jego nieciekawe aranżacje, które zwyczajnie do mnie nie trafiały”
Kaczmarski nie był muzykiem, więc czepianie się go za aranżacje jest bezsensowne. W jego twórczości dominowało słowo, to ono niesie ( badż nie ) treści, muzyka pełni rolę li tylko ilustracyjną. Traktowanie barda jak rock-gwaiazdy to pomyłka
joe
kwiecień 7, 2009 at 3:35 pm
Zgadzam się z większością argumentów. Choć może nie było dla mnie jakimś wybitnie interesującym doświadczeniem zapoznanie się z wykonaniem “Pijaka” Peji… Niektóre wykonania nie muszą obrażać lub wyśmiewać żeby stać się profanacją, jak widać – Skarga, masz tu swój różowy plastik. ;)
Nie zgadzam się jedynie z tym, że wersja Habakuka lub Strachów jest lepsza. Może muzycznie – to warto wziąć pod uwagę, jeśli naprawdę dźwięki fortepianu przyprawiają o nieprzyjemne dreszcze lub bóle głowy. Ale chyba tylko w tak skrajnych przypadkach, bo wykonania piosenek Kaczmarskiego z akompaniamentem pianina mnie osobiście rzuciły na kolana, i sądzę ,że nie tylko mnie. Lub może wtedy, kiedy denerwuje fakt, że to przecież “poezja śpiewana” i Kaczmarski to “tylko” gitarowe solo. Ale zastanawiam się, czy naprawdę w poezji J. Kaczmarskiego chodzi o muzykę – czy raczej o słowa? Bo przecież tekst “Encore, jeszcze raz” lub ‘Krzyku” w wykonaniu samego poety brzmi znacznie lepiej, niż jakiegoś “na jedno kopyto” Grabaża lub tego nieszczęsnego Habakuka (mam na myłśi “Krzyk”) – zero wyrazu, słabe. Obraz Muncha wibruje, żyje. I tak właśnie zaśpiewał o nim Kaczmarski. Wątpię, żeby to dało się przebić elektroniką.
Ale tu już spierać się nie mogę – osobiste gusta to rzecz święta. :-)
Pozdrawiam.
nova
maj 6, 2009 at 12:36 am