Biuletyn kulturalny

…słowem – kultura!

Zapraszam na nowy blog

Skomentuj »

Wystartowałem z nowym blogiem o popkulturze i webloggingu. Na nim teraz skupi się moja działalność, kulturalny zostaje zawieszony do odwołania. Zapraszam do odwiedzania i subskrypcji.

Wyjaśnienie dlaczego nowy blog znajduje się tutaj.

Written by Jarek

marzec 19, 2008 at 11:01 pm

Napisane w film

Znowu o superbohaterach

z 2 komentarzami

PlanetaryWarren Ellis jest człowiekiem, którego polscy komiksiarze znają głównie za sprawą dwóch serii – świetnego “Transmetropolitan” i zdecydowanie słabszego “The Authority” (moja recenzja). Pozytywne wieści na temat niego brzmią: po pierwsze, kolejny tom “The Authority”, który zostanie wydany w Polsce, będzie już miał innego scenarzystę, który podobno znacznie lepiej poradził sobie ze scenariuszami niż duet Ellis/Hitch; po drugie, na polskim rynku pojawi się druga seria superbohaterska, do której scenariusze pisał Warren. Będzie to “Planetary”, o którym słyszałem same pochlebne opinie. Pozostaje wyczekiwać, aż będziemy mogli przeczytania go w rodzimym języku.

 

Dodatkowym atutem tej serii jest fakt, że składa się jak na razie z zaledwie 26 zeszytów. Numer 27, który według zapowiedzi Ellisa ma zamknąć całą serię, nie został jeszcze wydany. Oznacza to, że polskie wydawnictwo Manzoku może zdoła dociągnąć do końca serii nie porzucając jej w połowie z powodu kłopotów finansowych albo niskiego zainteresowania serią.

 

Sam wiem na temat “Planetary” bardzo niewiele, ale bardzo zachęciły mnie do sięgnięcia po nie przykładowe plansze z polskiego wydania. Rysunek jest czysty i schludny, fabuła zdaje się być na pierwszy rzut oka dość oryginalna (wielkie szczątki dinozaurów czy innych potworów, tajemniczy bohaterowie). Mnie osobiście najbardziej spodobał się człowiek-zjawa, ale on chyba jest bad guyem.

 

Niemniej warto obserwować co się będzie z tą serią w Polsce działo. Więcej o serii tutaj i tutaj.

 


P.S. Niedawno zaliczyłem debiut w drukowanym dziennikarstwie, na łamach wydawanego w Holandii pisma dla tamtejszej Polonii, Po polsku. Współtworzę tam rubrykę kulturalną. Dostałem tą ofertę dzięki prowadzeniu jednego z poprzednich blogów, a więc morał jest jeden – warto prowadzić bloga, ktoś może Cię dostrzec. Krótki wyimek owej rubryki, który zredagowałem, zobaczyć możecie tutaj. Materiał się już troszkę zdezaktualizował, a ja mam nadzieję na dostanie kolejnym razem nieco więcej przestrzeni, ale jeszcze wszystko przede mną!

Written by Jarek

luty 28, 2008 at 12:19 am

Conan of the Living Dead

z 6 komentarzami

Conan BarbarzyńcaChodzą plotki, że nowego Conana być może wyreżyseruje Rob Zombie – wielbiciel i twórca filmów gore, muzyk i dusza pokrewna duetowi Tarantino/Rodriguez. Oczywiście nie jest jeszcze pewne, kto zasiądzie za kamerą kolejnej odsłony przygód Barbarzyńcy z Cymerii, ale dlaczego by sobie nie podywagować co by było, gdyby plotki okazały się prawdziwe.

 

Zombie ma na koncie filmy o… zombie („Dom tysiąca trupów” wydany w 2003 i jego sequel, „Bękarty diabła”). Oba z nich uchodzą za bestialskie, perwersyjne i wybitnie brutalne. Poza tym, Rob nakręcił remake klasycznego slashera „Halloween” i fikcyjne trailery z Grindhouse, z czego „Machete” ma doczekać się premiery w pełnym metrażu. Jego filmografia jest uboga i zamyka się w gatunku wybitnie brutalnych horrorów inspirowanych filmami klasy B. To jeszcze bardziej upodabnia jego twórczość do dokonań Tarantino i Rodrigueza, choć brakuje mu charakterystycznego dla tych dwóch dystansu i przewrotnego podejścia.

 

Teraz zastanówmy się, co Rob mógłby zrobić z Conanem, klasycznym cyklem pulp fantasy. Bo, przyznam szczerze, trudno mi było to sobie za pierwszym razem wyobrazić. Zwłaszcza że Conanowi, którego znam, zdecydowanie daleko do nastroju typowego slashera czy zombie-horroru. Nie wiem, jak Rob poradziłby sobie z fantasy. Podejrzewam, że film sprowadziłby się do obfitującej krwawymi strugami rzezi prastarych potworów, tarmoszenia cycatych dziewek i takich tam, podczas gdy w Conanie drzemie o wiele głębszy potencjał.

 

Opowiadania Howarda były po części odbiciem jego zwichrowanej psychiki, która doprowadziła pisarza do samobójstwa. Trzeba wiedzieć, że spośród ogromnych ilości opowiadań o Conanie, tylko niewielką ich część napisał jego twórca. Pozostałe nowele fani Howarda uznają za wypaczenie jego pierwotnego zamysłu. Historia świata, w którym żył Conan, została skrzętnie opisana przez jego literackiego „ojca” w opowiadaniu „Era Hyboryjska”. Ten tekst nosi znamiona rozważań Howarda nad istotą cywilizacyjnego rozwoju, który towarzyszy ewoluującemu społeczeństwu. Cywilizacje hyperborejskie upadały, a na ich prochach rodziły się nowe – pierwotne i plugawe. Conan zaś odkrywał mroczniejszą stronę świata i zwalczał potężne moce, które były z nią nierozerwalnie związane.

 

Coś w opowiadaniach Howarda było takiego, że nie pozwalało traktować ich jako zwykłej sieki z dwumetrowym twardzielem w roli głównej. Pewien specyficzny nastrój, naleciałości twórczością Lovecrafta, z którym autor Conana korespondował, tajemnica i pesymistyczne rozważania nad społeczną ewolucją.

 

Wiele zależy od scenariusza, który Rob dostanie do rąk. Wiele też zależy od jego własnego podejścia do barbarzyńcy z Cymerii. I wiele zależy od tego, czy producenci ostatecznie właśnie jego wytypują na reżysera filmu, którego premiery tak gorączkowo wyczekuję, że piszę o niej na parę lat przed.

 

P.S. Ostatnio Rob Zombie robi kreskówkę o zamaskowanym zapaśniku. Cóż… więcej tutaj.

Written by Jarek

luty 10, 2008 at 12:58 am

Napisane w film

Tagged with , , , ,

Żywy Trup ważną prawdę Ci powie

Skomentuj »


Żywe Trupy

Tych, którzy twierdzą, że komiks pod tytułem “Żywe Trupy” nie może być nośnikiem głębszych niż krwista sieka treści, już spieszę wyprowadzić z błędu.

 

W całym tym ostatnim kinowym boomie na zombie pojawiły się różne filmy. Remake’i klasycznych zombie-horrorów George’a Romero (“Świt żywych trupów”, “Ziemia żywych trupów”), “28 dni/tygodni później”, wreszcie “Planet Terror” Roberta Rodrigueza. Ten ostatni to znakomity pastisz amerykańskich filmów exploitation, sprowadzających się do zdrowego wygrzewu, którego ofiarami padają bezbronni nieumarli. Jednak pozostałe filmy wyławiają ze sztampowej rzezi coś więcej: koncentrują się na relacjach ludzi, którzy usiłują przetrwać całą tą zombie-zarazę w jednym kawałku.

 

Wobec tak potwornej katastrofy, jak epidemia zombie, ludzie muszą się organizować i działać w grupach. A tam, gdzie mamy różne charaktery ściśnięte na ciasnej przestrzeni w samym środku okrutnego piekła, muszą wystąpić tarcia. Do głosu dochodzą uciszane dawniej przez cywilizację instynkty. Robi się wszystko, aby osiągnąć swoje własne cele. Nawet największy altruista może zrobić zwrot o 180 stopni. Ale oczywiście protagonista zawsze pozostanie tym dobrym, który nie zegnie swojego moralnego kręgosłupa poniżej pewnego poziomu.

 

Zaraza zombie wywleka z ludzi to, co najgorsze. Jednocześnie w odosobnieniu człowiek nie jest w stanie przetrwać. Skrajne emocje kiepsko współgrają z potrzebą współdziałania. O tym właśnie jest komiks pod tytułem “Żywe Trupy”, który ostatnio przeczytałem i mam zamiar przeczytać też kolejne jego tomy.

 

info

Written by Jarek

luty 2, 2008 at 9:52 pm

Napisane w komiks

Tagged with , ,

Seks w starożytnym Rzymie

z 4 komentarzami

RzymGeneralnie nie oglądam seriali, bo brakuje mi na nie czasu i nie potrafię cierpliwie przeczekać nudniejszych momentów. Próbowałem z “Zagubionymi”, ale zapał dość szybko wyparował. Ale jako że zdaję na maturze historię, sięgnąłem po “Rzym”. Nawet mój nauczyciel historii i wiedzy o społeczeństwie polecał mi ten serial jako bardzo wierny pejzaż epoki.

Sam serial pokazuje, oprócz kluczowych wydarzeń i postaci historycznych, które towarzyszyły przemianie ustroju Imperium Romanum, rozbudowaną warstwę obyczajową. Miłość, zdrada, przyjaźń i seks – niczego z tych rzeczy w Rzymie nie zabraknie, a już zwłaszcza seksu!

 

Co prawda w ostatnich dwóch odcinkach, które obejrzałem, nagości i seksu było wyjątkowo mało (zapewne dlatego, że aktor grający Julisza jest nazbyt pruderyjny, a inni mieli tym razem niewiele okazji), ale generalnie średnia trzech co najmniej erotycznych scen na każdy niespełna godzinny odcinek pozostaje utrzymana. Najbardziej rozwalająca była dla mnie scena, w której oddział rzymskich żołnierzy zatrzymuje się na środku drogi, bo dowódca ma potrzebę dać upust swoim potrzebom i za niewielkim drzewkiem, zaledwie kilka metrów od swoich konnych podwładnych, bierze sobie lokalną pastereczkę wypasającą akurat swoje owieczki. Po wszystkim owieczki beczą, a karawana jedzie dalej.

 

Fenomenalne. Jeśli chodzi o sferę seksualną, “Rzym” pozostaje obrazem dosłownym i najpewniej wiernym historycznym realiom I w p.n.e. Ale żeby nie popadać w jakąś nierzetelność – serial jest naprawdę świetny. Wciągnie zdystansowanego do studiowania historii odbiorcę na pewno bardziej niż akademicki podręcznik historii starożytnej. Polecam!

Written by Jarek

styczeń 29, 2008 at 10:45 pm

Napisane w film

Tagged with , ,